niedziela, 20 lipca 2014

Karwia

Po kilkudniowej przeprawie po krewnych i znajomych w końcu jesteśmy na miejscu. Karwia, pensjonat Dworek Karwia. Spędzimy tu tydzień,  źle piszę mi się na tablecie, dlatego pełna relacja po powrocie. Tymczasem kładę się spać.

czwartek, 17 lipca 2014

Post pożegnalny

Za 40 minut kończę pracę, wsiadam w samochód i wracam do domu. Ładuję do autka wszystkie graty i wskakuję do łóżka. W środku nocy wstajemy i w drogę. Nie mam pojęcia kiedy się odezwę ponownie. Może dopiero po wakacjach, czyli na początku sierpnia. jeśli się uda to wrzucę jednak coś wcześniej.

środa, 16 lipca 2014

Już prawie wakacje

Kiedyś wspominałem już jak to bywało z moimi wakacjami. Na pokaz, na kredyt, na szybko. W tym roku zmieniło się wszystko. Jadę z rodziną na wakacje w całości za zaoszczędzone pieniądze. I to na prawie 3 tygodnie. Nie będzie to Egipt, Tunezja czy inne miejsce z zaobrączkowanymi Polakami, a po prostu nasza piękna Polska.

Robię objazd po rodzinie. W dwa i pół tygodnia pokonam prawie 2000 km. Z racji wieku dzieciaków i ogromu rzeczy potrzebnych do ich egzystencji odpada transport kolejowy. Jedziemy naszą poczciwą Toyotką. Mam nadzieję, że nie zastrajkuje na trasie.

Wyjazd już za kilka dni. Dziś pakowanie walizek i sprawdzenie samochodu przed trasą. Zapomniał bym o najważniejszym. W jakiś cudowny sposób w ciągu kilku miesięcy udało się dzięki sprzedaży zbędnych rzeczy oraz racjonalnym wydatkom zebrać na wakacje prawie 3000 złotych. Jestem przerażony jak wcześniej przepuszczałem kasę.

Wakacje dla 4 osób na 3 tygodnie za 3000 zł? Czy to możliwe? Jeśli wszystko dobrze policzyłem to jeszcze powinno nam trochę zostać, ale o tym napiszę po powrocie do domu, czyli już w sierpniu.

wtorek, 15 lipca 2014

Kochane zdrowie

Uczciwie mogę napisać, że jestem żywym przykładem pozytywnych zmian zdrowotnych, dzięki wprowadzeniu kilku zmian i to już po niespełna 4 miesiącach.

Co zmieniłem? Wprowadziłem ruch. Rower i bieganie. Wywaliłem z diety fast food'y oraz napoje energetyczne. Mocno ograniczyłem napoje gazowane (te słodzone typu cola).

Efekt?

Przestała pobolewać mnie wątroba, zgaga zniknęła zupełnie, wysypiam się, poprawiły mi się wyniki krwi. Wchodzę na czwarte piętro obładowany zakupami bez zadyszki. Potrafię biec ponad godzinę, nie wspominając już o jeździe na rowerze ponad 120 km w ciągu dnia.  Podobno wzmocniły mi się włosy i paznokcie (tutaj nie mam pewności muszę zaufać żonie).

I to wszystko w tak krótkim czasie. Co będzie za rok?

poniedziałek, 14 lipca 2014

Tydzień 3/24 Budujemy bazę

Oto plan na trzeci tydzień treningu:

W tym tygodniu budujemy bazę. Będziesz podwyższał swój tygodniowy dystans wydłużając swój najdłuższy bieg
Tak to przetłumaczył Translator Google. Ja wiem że tydzień wyglądał będzie tak:

Poniedziałek: 4,8 km
Wtorek: 6,4 km
Środa: 4,8 km
Czwartek: Cross Train
Piątek: 4,8 km
Sobota: 9,7 km
Niedziela: Rest

sobota, 12 lipca 2014

100 km w 3 miesiące

Szkoda, że nie sprawdziłem tego wczoraj kiedy popełniałem swój setny wpis na tym blogu. Nieźle to by wyglądało 100 km na 100 post.

Wiem, że dla biegaczy 100 km to nie wyczyn. Poznałem kilku, którzy robią tyle w tygodniu. Ja jednak jestem z siebie dumny. Ruszyłem dupę i zacząłem biegać. To już 100 km. Teraz czekam na 500.

piątek, 11 lipca 2014

Setny wpis

Taka liczba postów zasługuje na jakiś szczególny wpis. Niestety choroba dzieciaków skutecznie zniechęca do siedzenia przy kompie. Żona siedziała z nimi w nocy, teraz czas na mnie, dlatego proszę o wypaczenie i znikam. Dzieciaki ważniejsze, a jubileusz odbiję sobie na 200 poście mam nadzieję.

Jeszcze tydzień do wakacji

Zmęczony już jestem. Czekam na te wakacje jak na żadne inne wcześniej. Dwa lata bez urlopu to naprawdę zbyt wiele. W zeszłym roku wakacje odłożone ze względu na narodziny najmłodszego. W tym roku bezapelacyjnie musimy odpocząć. Wszystkim nam się to należy. Jest lipiec a ja mam jeszcze prawie 40 dni urlopu. Tydzień. Strasznie długi okres czasu. Dodatkowo dzieciaki się pochorowały. Druga nieprzespana noc za nami. Oczy same się zamykają. Jeszcze tylko tydzień.

czwartek, 10 lipca 2014

Ja Jogin

W planie treningowym - maraton dla początkujących poza bieganiem występuję jeszcze dwa elementy treningu Rest Day (mój faworyt) oraz Cross Train. I właśnie o tym ostatnim chciałbym dziś napisać.

Co to właściwie jest?

To trening wytrzymałościowo-siłowy, zmieniający tradycyjne postrzeganie fitnessu i treningu. Oparty jest na ćwiczeniach nie tylko zróżnicowanych, ale tez intensywnych, co pozwala na osiągnięcie doskonałej kondycji i formy ciała. Jedną z podstaw Cross Training jest koncepcja “ruchów funkcjonalnych” takich jak np.: przysiady czy martwy ciąg, które uruchamiają szereg stawów przy każdej czynności.
Tyle teorii. Jak to ma wyglądać w praktyce. Po prostu mam zacząć wykorzystywać mięśnie inne niż podczas biegania. Tyle. Aplikacja sugeruje, które partie ciała powinienem w danym tygodniu uaktywnić. W poprzednim tygodniu miał mi w tym pomóc rower, natomiast w tym mam zabawić się w Jogina.

O zgrozo nie mam pojęcia jak się za tą jogę zabrać. Uciekam poszperać w necie. Może znajdę jakiś fajny film instruktażowy?  Na przykład ten?

środa, 9 lipca 2014

Kilometr poniżej 6 minut

Kilometr to niby niewiele. Pokonanie go w czasie mniejszym niż 6 minut nie jest pewnie wielkim wyczynem. Dla mnie najważniejsze jest, że jest progres, a postępy najlepiej sprawdzać stoperem, dlatego dziś wrzucam swój czas na 1 km. Za jakiś czas zrobię to ponownie.

wtorek, 8 lipca 2014

Do Krakowa i dalej

Dzień czwarty. Leje i nie zapowiada się na poprawę pogody. Po trudach dnia poprzedniego odpuszczamy szlak pieszy i jedziemy asfaltem przez Olkusz prosto do Krakowa. Tam planowo mamy załapać się na pociąg do Katowic i oficjalnie zakończyć naszą wyprawę.

Po drodze udaję mi się namówić szwagra na zahaczenie Ojcowa. Całkowicie przemoczeni omijamy Pieskową Skałę. Ojców jednak odwiedzamy. Wypogadza się na tyle, że trasa robi się przyjemna. Do Krakowa wjeżdżamy już w pełnym słońcu. Triumf. Nawet na pociąg nie musimy długo czekać. Kupujemy bilety. Ładujemy rowery. Jedziemy do Katowic. Ostatnie 40 km to już jazda na autopilocie do domu.

Podsumowaniem

W cztery dni zwiedziliśmy mnóstwo wspaniałych miejsc. Poznaliśmy kilka ciekawych osób. Przejechaliśmy ponad 370 km. Poznaliśmy się na nowo. Ile wydaliśmy?

Za trzy noclegi, bilety PKP oraz wyżywienie na cały czas pobytu wyszło niespełna 400 zł na osobę. Niewielka cena, za tyle wspaniałych wspomnień.

W przyszłym roku z pewnością też się wybiorę na podobną wyprawę. Pewnie w inne miejsce, może w innym składzie.

W sierpniu już kolejny wyjazd, tym razem jednodniowy, ale dla mnie też spektakularny. Ponad 150 km w ciągu jednego dnia z przewyższeniem ponad 1000 m

poniedziałek, 7 lipca 2014

Tydzień 2/24 - PODSTAWY

Jak już kiedyś wspomniałem Nike + przygotowuje mnie do Maratonu. Dziś zaczynam drugi tydzień treningu. Oto plan na ten tydzień:

W tym tygodniu będziesz pracować na budową swoich podstaw. Będziesz powoli zwiększać dystans swoich tras, a zarazem w cross-treningu i wypoczynku. Twoje Podstawy eksploatacji są niezbędne do przygotowania ciała do 10k odległości będziesz uruchomić później w treningu
Tak to przetłumaczył Translator Google. Ja wiem że tydzień wyglądał będzie tak:

Poniedziałek: 4,8 km
Wtorek: 6,4 km
Środa: 4,8 km
Czwartek: Cross Train
Piątek: 4,8 km
Sobota: 8,05 km
Niedziela: Rest

Bobolice - Rabsztyn

Trzeciego dnia tyłki już przestawały nas boleć. Dupsko się przyzwyczaiło. Coś wisiało w powietrzu. Trzeba było kręcić, bo w każdej chwili mógł spaść deszcz. No i spadł. W okolicach Morska zlało nas do suchej nitki. Na całe szczęście pogoda się poprawiła i do końca dnia już było pogodnie. Na całe szczęście, bo w deszczu morale totalnie by podupadło. Mieliśmy już dość. Zwłaszcza w okolicach Pustyni Błędowskiej. Ciągłe prowadzenie roweru w grząskim piachu odbierało zabawę z jazdy. Trzymaliśmy się jednak początkowego postanowienia. Jedziemy szlakiem pieszym. No, a że nazwa zobowiązuje to maszerowaliśmy zamiast połykać kilometry na rowerze.

Na pierwszy dłuższy odpoczynek zatrzymaliśmy się w Ogrodzieńcu. Ruiny zamku robią wrażenie, ale na nas jeszcze większe zrobiła zupa gulaszowa z pajdą chleba okraszoną smalcem ze skwarkami. Pysznie było.


Akumulatory podładowane. Jedziemy dalej, w stronę Pilicy i dalej. W słońcu jedzie nam się już dużo lepiej. Jednak pod koniec dnia nie mamy już sił i po raz pierwszy odpuszczamy podejście na Januszkową Górę (445 m npm). Omijamy ją bokiem. Jedziemy asfaltem do Rabsztyna, na nocleg. Szybkie zakupy, prysznic i w łóżkach zasypiamy udając, że interesuje nas mundial. Jutro ostatni dzień.

niedziela, 6 lipca 2014

Półmetek szkolenia

Wczoraj zaliczyłem 4 zjazd szkolenia. To już połowa. Teraz przerwa wakacyjna. W sierpniu znowu do nauki. Jak dobrze pójdzie to na początku września powinien odbyć się egzamin. Oczywiście zdany, bo jak inaczej. No to i ja mogę napisać. W końcu wakacje.

sobota, 5 lipca 2014

Kredyt nr 2

Jestem na półmetku. Połowa spłacona. Pozostało już tylko 6 rat. Jestem jednak bardzo do przodu. Kolejna planowa płatność w październiku. Mam jednak zamiar spłacić to wcześniej. Reset licznika. Do kolejnej raty ponad 100 dni. Na bank spłacę wcześniej. Ale dobrze wiedzieć, że mam zapas.

piątek, 4 lipca 2014

Z Częstochowy do Bobolic

Szlak Orlich Gniazd tradycyjnie biegnie z Krakowa do Częstochowy. Przewrotnie pojechaliśmy w przeciwnym kierunku, co okazało się bardzo dobrym pomysłem. Najlepsze zostawiliśmy sobie na koniec.

Drugiego dnia naszego wypadu przywitało nas załamanie pogody. Dzień wcześniej prażyło nas słońce przez ponad 100 km trasy. Tymczasem przywitało nas bardzo rześkie powietrze. Nie ma co narzekać. Czas ruszać. Przed nami ok 70 km.W końcu na szlaku. Nie musimy pilnować mapy. Czerwień nas prowadzi.

Już po 10 km pierwszy poważny podjazd. Rezerwat Zielona Góra. Witają nas pierwsze jaskinie i skałki. Pięknie jest. Jeszcze mamy siły. Pogoda się poprawia. Kolejny podjazd na Sowią Górę. Zjazdy są tego warte. Spotykamy pierwszych piechurów. Dziwią się, że na rowerach. Też się dziwimy, ale jedziemy dalej.

W Olsztynie pierwszy przystanek. Trochę pobłądziliśmy. Remont zatarł oznaczenia szlaku, jednak w końcu znaleźliśmy i jedziemy dalej. Pojawia się pierwszy piasek na drodze.

Sokole Góry. Piękne lasy. Piękne widoki. Pogoda idealna. Jedziemy i podziwiamy. Kilometry uciekają.

Kolejny przystanek w Złotym Potoku pod Pałacem Raczyńskich. Drugie śniadanie w przydrożnym sklepiku. Pasztet z bułką już dawno mi tak nie smakował. Banan na deser i w drogę.

Kolejne podjazdy Zjazdy, podjazdy. W Mirowie jesteśmy stosunkowo wcześnie. Można by jechać dalej, ale nocleg w Bobolicach. Koniec na dziś. Tradycyjny rosołek, placek po węgiersku i maltanki. Szlag z dietą, należy mi się. Sporo spaliłem.

Po zakwaterowaniu, meczyk i dobranoc. Padnięci nie wiemy kiedy zasnęliśmy. Jutro najtrudniejszy dzień wyjazdu, ale o tym w poniedziałek.

czwartek, 3 lipca 2014

Kolejna karta do kosza

Telefonicznie zamknąłem dziś konto w City Handlowym. Trochę z tym zwlekałem, ale kasa z kredytówki się przydawała. Dług na niej spłacony. Karta do kosza. O tablecie, który dostałem za tą kartę już nawet nie pamiętam. Dawno sprzedany.Kasa leży na koncie Projektu 5 zł. 3 sierpnia oficjalnie przestanę być klientem City, a już za rok jeśli pojawi się kolejna promocja z pewnością skorzystam.

Pieszy Szlak Orlich Gniazd na rowerze

Szlakiem rowerowym miało być za łatwo Dlatego wybór padł na pieszy szlak. Jak się później okazało, bardzo dobrze wybrałem. Było pięknie, klimatycznie i oczywiście w tyłek dostałem, ale po kolei.

Wyruszyło nas dwóch. Nigdy wcześniej nie zdarzył nam się taki dystans. Łącznie 370 km w 4 dni. Ktoś sobie pomyśli, że to niewiele, że w dwa dni można to zrobić, ale dla mnie był to wyczyn.

Umówiliśmy się u mnie. Planowany wyjazd dokładnie o wschodzie słońca. Planowany dystans 110 km. 5 godzin i mieliśmy być na miejscu.To dopiero dojazd do szlaku. Długi, nudny dojazd drogami asfaltowymi. Na całe szczęście nudno nie było.

Pierwsze przygody dopadły nas już w Bytomiu. Szwagier złapał swoją pierwszą w życiu gumę. Zmiana i jazda dalej, niestety już bez zapasu. Moje dętki nie pasowały. Jedziemy z duszą na ramieniu, bo opona łysa i aż się prosi o złapanie kolejnego kapcia. Oj my amatorzy.



Tarnowskie Góry mijamy szybko. Niestety zabytkowa kopalnia srebra zamknięta dla zwiedzających. Jedziemy. Nudne pedałowanie. Od czasu do czasu przystanek. Znowu jedziemy drogą krajową. Trzeba uważać na samochody. Na całe szczęście święto i ruch niewielki.


Po drodze odwiedzamy znajomego. Piwko i w drogę, zanim tyłki nie odzwyczają się od siodełek. Do Częstochowy wjeżdżamy po 7 godzinach i 128 km. Popełniamy pierwszy strategiczny błąd. Jemy w KFC, co jak się później okaże nie było dobrym pomysłem.

Po zapchaniu brzuchów docieramy do hotelu Sekwana w Częstochowie. Nasz pierwszy planowany nocleg. Już w drzwiach wita nas tablica OBIADY DOMOWE za 15 zł, a My frajerzy w KFC śmieci jedliśmy.

Trudno, nauczka na przyszłość. W następnych dniach szukaliśmy już tylko domowego żarcia, a rosół stał się oficjalną zupą wyprawy.

Następnego dnia ruszamy już właściwym szlakiem, ale o tym napiszę jutro.

środa, 2 lipca 2014

Ot takie klikanie

Boli mnie dziś wszystko po wczorajszym bieganiu. Nie mam pojęcia dlaczego. Tylko 6 km zrobiłem. Może dziś rozbiegam.

Zabrałem się w końcu za rowerek młodej. Opornie to idzie. Rozebrałem go na elementy pierwsze i zacząłem usuwać starą farbę. Dziś mam zamiar skończyć i zabrać się za malowanie. Czerwony ma być. W duchu oszczędnościowym, rowerek z odzysku przy odrobinie pracy będzie jak nowy, a na pewno będzie niepowtarzalny.

Zmiany na blogu postępują. Ogólny zamysł to panel gry. Mojej gry w Życie. Ja fan gier wszelakich gram w swoją rozgrywkę na własnych zasadach.

wtorek, 1 lipca 2014

Witam w lipcu

Początek zmian na blogu. Po trzech miesiącach mojego blogowania, przyszedł czas na zmiany. dziś zmieniam szatę, jutro zabieram się za układ i inne dodatki, które zmienią oblicze tego bloga całkowicie.

Ma być po mojemu.