Trzeciego dnia tyłki już przestawały nas boleć. Dupsko się przyzwyczaiło. Coś wisiało w powietrzu. Trzeba było kręcić, bo w każdej chwili mógł spaść deszcz. No i spadł. W okolicach Morska zlało nas do suchej nitki. Na całe szczęście pogoda się poprawiła i do końca dnia już było pogodnie. Na całe szczęście, bo w deszczu morale totalnie by podupadło. Mieliśmy już dość. Zwłaszcza w okolicach Pustyni Błędowskiej. Ciągłe prowadzenie roweru w grząskim piachu odbierało zabawę z jazdy. Trzymaliśmy się jednak początkowego postanowienia. Jedziemy szlakiem pieszym. No, a że nazwa zobowiązuje to maszerowaliśmy zamiast połykać kilometry na rowerze.
Na pierwszy dłuższy odpoczynek zatrzymaliśmy się w Ogrodzieńcu. Ruiny zamku robią wrażenie, ale na nas jeszcze większe zrobiła zupa gulaszowa z pajdą chleba okraszoną smalcem ze skwarkami. Pysznie było.
Akumulatory podładowane. Jedziemy dalej, w stronę Pilicy i dalej. W słońcu jedzie nam się już dużo lepiej. Jednak pod koniec dnia nie mamy już sił i po raz pierwszy odpuszczamy podejście na Januszkową Górę (445 m npm). Omijamy ją bokiem. Jedziemy asfaltem do Rabsztyna, na nocleg. Szybkie zakupy, prysznic i w łóżkach zasypiamy udając, że interesuje nas mundial. Jutro ostatni dzień.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz