piątek, 4 lipca 2014

Z Częstochowy do Bobolic

Szlak Orlich Gniazd tradycyjnie biegnie z Krakowa do Częstochowy. Przewrotnie pojechaliśmy w przeciwnym kierunku, co okazało się bardzo dobrym pomysłem. Najlepsze zostawiliśmy sobie na koniec.

Drugiego dnia naszego wypadu przywitało nas załamanie pogody. Dzień wcześniej prażyło nas słońce przez ponad 100 km trasy. Tymczasem przywitało nas bardzo rześkie powietrze. Nie ma co narzekać. Czas ruszać. Przed nami ok 70 km.W końcu na szlaku. Nie musimy pilnować mapy. Czerwień nas prowadzi.

Już po 10 km pierwszy poważny podjazd. Rezerwat Zielona Góra. Witają nas pierwsze jaskinie i skałki. Pięknie jest. Jeszcze mamy siły. Pogoda się poprawia. Kolejny podjazd na Sowią Górę. Zjazdy są tego warte. Spotykamy pierwszych piechurów. Dziwią się, że na rowerach. Też się dziwimy, ale jedziemy dalej.

W Olsztynie pierwszy przystanek. Trochę pobłądziliśmy. Remont zatarł oznaczenia szlaku, jednak w końcu znaleźliśmy i jedziemy dalej. Pojawia się pierwszy piasek na drodze.

Sokole Góry. Piękne lasy. Piękne widoki. Pogoda idealna. Jedziemy i podziwiamy. Kilometry uciekają.

Kolejny przystanek w Złotym Potoku pod Pałacem Raczyńskich. Drugie śniadanie w przydrożnym sklepiku. Pasztet z bułką już dawno mi tak nie smakował. Banan na deser i w drogę.

Kolejne podjazdy Zjazdy, podjazdy. W Mirowie jesteśmy stosunkowo wcześnie. Można by jechać dalej, ale nocleg w Bobolicach. Koniec na dziś. Tradycyjny rosołek, placek po węgiersku i maltanki. Szlag z dietą, należy mi się. Sporo spaliłem.

Po zakwaterowaniu, meczyk i dobranoc. Padnięci nie wiemy kiedy zasnęliśmy. Jutro najtrudniejszy dzień wyjazdu, ale o tym w poniedziałek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz