Po drodze udaję mi się namówić szwagra na zahaczenie Ojcowa. Całkowicie przemoczeni omijamy Pieskową Skałę. Ojców jednak odwiedzamy. Wypogadza się na tyle, że trasa robi się przyjemna. Do Krakowa wjeżdżamy już w pełnym słońcu. Triumf. Nawet na pociąg nie musimy długo czekać. Kupujemy bilety. Ładujemy rowery. Jedziemy do Katowic. Ostatnie 40 km to już jazda na autopilocie do domu.
Podsumowaniem
W cztery dni zwiedziliśmy mnóstwo wspaniałych miejsc. Poznaliśmy kilka ciekawych osób. Przejechaliśmy ponad 370 km. Poznaliśmy się na nowo. Ile wydaliśmy?
Za trzy noclegi, bilety PKP oraz wyżywienie na cały czas pobytu wyszło niespełna 400 zł na osobę. Niewielka cena, za tyle wspaniałych wspomnień.
W przyszłym roku z pewnością też się wybiorę na podobną wyprawę. Pewnie w inne miejsce, może w innym składzie.
W sierpniu już kolejny wyjazd, tym razem jednodniowy, ale dla mnie też spektakularny. Ponad 150 km w ciągu jednego dnia z przewyższeniem ponad 1000 m
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz