Pierwsze 20 km do Pszczyny poszły gładko. Chłodek, mały ruch na drodze. Miodzio.
20 km i pierwszy odpoczynek, wszystko wg planu. Telefon do żonki. Kilka fotek i w dalszą drogę.
Niestety nie znalazłem szlaku rowerowego z Pszczyny do Bielska. Pozostało mi pokonać ten odcinek przy ruchliwej "jedynce". Śniadanie w Czechowicach i dalej w drogę. Szybko zleciały kolejne kilometry. Po 40km jestem już w Bielsku.
Zaczyna się lać żar z nieba, już wiem, że łatwo nie będzie. Wsiadam czym prędzej na rower i w stronę Szczyrku. Dlaczego Szczyrk, a nie Żywiec? Po drodze zmieniłem plany ze względu na chęć ucieczki od "jedynki", którą bym musiał wracać.
No i mamy Szczyrk. Tu odpoczynek i wspinaczka do Brennej u podnóża Klimczoka, w okolicach Chaty wuja Toma.
Na górę nie dałem rady podjechać. Zeskoczyłem z roweru i na nogach do góry. Łydki paliły mnie żywym ogniem. Udało się jednak. Chata wuja Toma po lewej. Tam upewniam się, że dobrze idę, bo przecież nie jadę. Żółty szlak do Brennej. Teraz to już z górki, ostry i niebezpieczny zjazd. Powoli, ostrożnie, brakuje mi techniki. Pojawia się asfalt, tu pozwalam sobie na szaleństwo. Prawie 50 km na liczniku. Szum zagłusza wszystko. pełna koncentracja. Jestem w Brennej. Cywilizacja, las się skończył. Szukam miejsca by umrzeć. Słońce leje z nieba żar. Znajduje sklep. Tam mają wodę, a ja nie mam gotówki. Jadę dalej. Górki Małe. Jest Sieciówka. Tam kupuje dwa izotoniki, które natychmiast wypijam. Mogę jechać dalej. Kierunek Skoczów.
Przed Skoczowem wskakuję na Wiślański Szlak Rowerowy. Jadę nim po wałach Wisły aż do Drogomyśla. Trasa bajeczna, łatwa i przyjemna. Cały czas z górki, co nie dziwi, w końcu w stronę Bałtyku lecę.
Po prawie 7 godzinach dotarłem do domu. Wczoraj miałem dość. Dziś zastanawiam się, gdzie następnym razem zrobić wypad na rowerze.

















Kilometrów i kalorii nadrobiłeś za kilka ostatnich dni, a widoków jako warszawiak szczerze zazdroszczę. Pozdrawiam i trzymam kciuki za trwanie w postanowieniach.
OdpowiedzUsuńWow pierwszy komentarz. W okolicach Warszawy też jest sporo ciekawych miejsc, a co do kalorii i km to faktycznie norma miesięczna wyrobiona. Zaczynam planować kolejny wypad
OdpowiedzUsuń