Do tej pory schemat był następujący:
- Pobudka przed 6:00
- Śniadania w domu
- wyjazd do pracy
- Śniadanie w pracy
- coś a'la lunch w okolicach 12:00
- powrót z pracy
- Obiad w domu
- kilka godzin później jakiś owoc
Wszystko działało nie chodziłem głodny. Niestety wczoraj przysnąłem. Standardowo wrzuciłem drzemkę w budziku i zburzyłem cały poranny, a później dzienny schemat.
Jak to się skończyło? Normalnie. Brak śniadania w domu, a następnie kanapek w pracy, których sobie nie zdążyłem zrobić spowodował głodomora giganta w okolicach 11:00. Jak się wyratowałem z opresji? Nie wyratowałem się, pojechałem do KFC. Zjadłem, dużo i szybko. W domu do tego obiad. Brzuch mi wywaliło tak, że z zaplanowanego biegania nic nic wyszło. Wczorajszy dzień to powrót do starego Przemka. Dziś Nowy Przemek już był mądrzejszy. Nie pozwolił sobie na drzemkę i pilnuję dyscypliny żywieniowej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz